Serce w rozterce

(niepublikowane)

Historia ta jest tak dziwna, że aż nieprawdopodobna – a jednak!

Czy można mieć dwóch panów? Czy można też dwóch panów kochać?
Takie pytanie z pewnością zadaje sobie czarny podpalany, 8 – letni owczarek niemiecki Roki, który mógłby być wzorcem w swojej rasie. Większą część życia (5 lat !!) spędził w naszym hotelu – mieszkając w budzie, buszując w ogrodzie, brudząc się niewiarygodnie i piekielnie awanturując – bo przecież ON tu jest szefem i z nami pomaga rozdawać posiłki! Biada, gdyby któryś z gości hotelowych nawet przez ogrodzenie próbował na nas „zaszumieć”.
Każdy z nowoprzybyłych musi zostać sprawdzony, czy nadaje się na towarzysza zabaw czy nie atakuje nas. A obcy na dwóch nogach? Roki jest nieprzekupny, zęby ma ostre i potrafi bronić nas jako swoich przewodników stada.
Tak bardzo lubi jeździć samochodem, nawet moim starym gratem, że kiedy wiozłem go z Poznania do nas nie chciał wysiąść, gdy przy okazji robiłem zakupy. Nie spotkaliśmy jeszcze psa, który by tak grzecznie siedział w aucie, nie robiąc nosem tych znamiennych „stempelków” na szybach: „ jestem grzeczny, byle tylko jechać!”.
Samochód kojarzy mu się z jego drugim domem gdzie może sobie porządzić i wybiegać się do woli.
Przychodzi jednak dzień, kiedy przed bramę zajeżdża „jeep” jego właściciela. Serce Rokusia zaczyna walić jak młotem – pojedzie, pojedzie!!
Ale on myśli, że to zwykła przejażdżka i wróci do „szefowania” u nas. Tymczasem pojedzie do swego miejskiego domu! Wykąpią go pięknie, będzie pachniał (psi nos mówi, że to śmierdzi), wyciągnie się na puszystym dywanie i ... będzie leżał, leżał..... Będzie głaskany, pieszczony, karmiony smakołykami. Czy to wystarczy?
Pani pójdzie z nim na spacer, a faktycznie po zakupy zatłoczonymi uliczkami, pełnymi zgiełku i nieznośnego dla psiego nosa smrodu spalin, „pociągnie” panią na swej eleganckiej smyczy – wróci na drugie piętro wypielęgnowanego mieszkanka i znów będzie leżał i spozierał tęsknie w okno... aż gdzieś z głębi serca wyrwie mu się szloch.
Miejska właścicielka Rokiego zadzwoni do nas: „pani Krystyno, czemu Roki nic nie je i cały czas wyje?”
My wiemy - a najlepiej Roki. Ale pani Grażyna, „papierowa” właścicielka nie potrafi zrozumieć jego tęsknoty... Nie mogła nawet usłyszeć, co chciał jej powiedzieć w Wigilię, bo on Święta Bożego Narodzenia spędzał z nami.
Psiej przyjaźni i bezgranicznej wierności, nie zdobywa się nawet najlepszymi frykasami czy miękkimi dywanami.
Dlaczego utarło się powiedzenie: fałszywy jak pies? Ale dla kogo? Wymyślił to zapewne ktoś, kto nigdy nie mógł zrozumieć, co to jest prawdziwa psia przyjaźń i oddanie. One po prostu nie potrafią kłamać tak jak ludzie.
A powiedziano też: wierny jak pies! I znowu należałoby zapytać: komu?

Krystyna i Bogdan Nowakowscy 2001

Gierłatowo