Pies który umiał czekać

(opowiadanie autentyczne)

Jeżeli dobroć i odwaga świadczą o rycerskości, to mojemu bratu należałoby przypisać tę cechę. Bardzo męski, zdolny stawić czoła najbardziej uprzywilejowanym, w stosunku do tych, którzy potrzebowali łagodności, odznaczał się niewiarygodną delikatnością. Szczególnie do kobiet, dzieci i psów miał nadzwyczajne podejście. O moim bracie i naszym psie zwanym Mister Hueso (Pan Gnat - hiszp.) chcę to wspomnienie napisać. Odkąd Jim zamieszkał u nas w domu a stało się to kilka lat temu Mister Hueso nie uznawał nikogo poza nim. Co prawda, to mój brat zawsze miał szczęście do psów. Ale nawet zważywszy ten fakt był to przypadek całkiem niezwykły - miłość od pierwsze­go wejrzenia jak to się mówi. Pies snuł się za nim wszędzie jak cień. Bywało, że Jim musiał wyjeżdżać w sprawach interesów.
- „Nie bój się Mister Hueso, mówił do psa mój brat, ja wrócę czekaj!"
Nieobecność Jima przeciągała się nieraz ponad tydzień. Lecz M.H. ufnie oczekiwał. Świetnie rozumiał, co znaczyło to „Czekaj, ja wrócę". Jego pan zawsze dotrzymywał obietnicy... Hola! Mister Hueso!" wołał wracając „Idziemy !” I wychodzili razem na jeden z tych długich spacerów, będących szczęściem psa. Gdy Jim nigdzie nie wyjeżdżał, M.H. szedł do jego sypialni i wracał z pantoflami, które stawiał przed fotelem. Z chwilą, gdy jego pan wygodnie się w nim usadowił, pies kładł pysk na jego nogach i tak trwał przez cały wieczór. Nadszedł dzień, w którym Jim ciężko zachorował.
- „Czuję, że ono umiera"- powiedział do mnie pewnego dnia, podnosząc rękę ku sercu - „myślę, że to już niedługo. Ale w końcu nie skarżę się. Wycisnąłem z życia cały, najwspanialszy sok".
Taki to już był dziwny ten mój brat. Na kilka godzin przed śmiercią zapytał się o Mister Hueso.
- „Będzie mu mnie bardzo brak. - wyszeptał - pozwól mu do mnie wejść."
Wszedł pies i wbił wzrok pełen oczekiwania w umierającego.
- Czekaj, Mister Hueso, ja wrócę, czekaj!"- wyszeptał brat.
W naszej rodzinie zawsze bez szemrania przyjmowaliśmy wszystko, co nam życie niosło. Ból, który odczuwałem po jego śmierci byt zbyt małą zapłatą za fakt posiadania pięćdziesiąt lat tak wspaniałego brata.
A Mister Hueso? Przecież Jim mu powiedział: „Czekaj, ja wrócę.." Więc czekał, jak zwykle. Prawdą jest, że nieobecność pana nieco się przeciągała. Ale pies wiedział, że Jim zawsze dotrzymywał obietnicy. Poza tym. jako rękoj­mia powrotu pozostały pantofle, które M.H. zabrał z sypialni, zaniósł do kuchni i włożył do skrzyni, w której sypiał. Minęło 5 lat. Tego wieczoru siedzieliśmy zaczytani z żoną w jadalni. W domu panowała zupełna cisza. Mister Hueso, który leżał koło Emilii zaczął nagle radośnie machać ogonem. Pum, pum, pum - słychać było jego uderzenia o podłogę. Wiadomo, że psy odróżniają odgłosy, które dla nas są niesłyszalne. Myśląc, że M.H. usłyszał kroki kogoś znajomego nadsłuchiwaliśmy chwilkę ja i Emilia, ale nikt nie nadchodził. Pum, pum, pum, znów ogon Mister Hueso uderzył radośnie o podłogę. Następnie pies uniósł się nie bez wysiłku, gdyż i jemu ciążyły już lata i wyszedł z jadalni. Kilka minut później wrócił niosąc pantofle Jima. Postawił je przed fotelem, w którym Jim miał zwyczaj siedzieć i ułożył się natychmiast kładąc pysk na pantoflach, poczym usnął. Być może, że wspomnienia wywołane tą sceną byty przyczyną tego, że uczułem jakby wypełnienie się izby tą atmosferą dobroci, którą promieniował Jim wokół siebie.
- „Jim był najszlachetniejszym człowiekiem, jakiego znałam'"- szepnęła Emilia.
A po chwili;
- „Już dosyć tego czytania. Chodźmy spać."
- „Nie budź go - dodała wskazując na Mister Hueso - "Pozwól mu spędzić tu noc"
Rano zastaliśmy Mister Hueso tak, jak go pozostawiliśmy - nieruchomego, przed fotelem- z pyskiem ułożonym na pantoflach Jima. Wystarczyło jedno spojrzenie, aby wiedzieć, że już nie będzie musiał oczekiwać swego pana, że śpiąc usłyszał jak niegdyś głos, który go wzywał:
- „Hola Mister Hueso! Idziemy na spacer!"

Autor nieznany, z czasopisma poświęconego psom.