Przyleciały żurawie

Niepublikowane

W tym roku żurawie odezwały się 12 marca
Wczesnym sobotnim rankiem żurawie przywitały się z nami swoim donośnym i przenikliwym klangorem. Nieomylny to znak, że wreszcie nadchodzi wiosna – w tym roku prawie o miesiąc później niż w ubiegłym. Od wielu lat, te pozostające pod ochroną, dumne, chociaż płochliwe ptaki, zaufały ludziom i obrały sobie właśnie naszą wieś Gierłatowo koło Nekli jako dom rodzinny. Polubiły tutejsze, liczące ładnych parę tysięcy lat  bagniska między morenami, gdyż gwarantowały im one trwały byt rodziny, spokojne odchowanie potomstwa. Bezpieczne dla nich bagna porośnięte trzciną oddzielał od ludzkich domostw pas moren. Nie zwracały nawet uwagi na hałas pociągów z pobliskich torów położonych zaledwie 100 m od ich lęgowisk, bo uznały, że te „żelazne smoki” mknące nieopodal nie zagrażają ich rodzinom. Teraz są niepokojone przez koparki i wielotonowe wywrotki wywożące ziemię ze zlokalizowanych na morenach żwirowisk. W ubiegłym roku zaobserwowaliśmy tylko jednego młodego żurawia (chiński model rodziny!).
Żurawie trzebione kiedyś przez człowieka tylko dla ich smacznego mięsa teraz są likwidowane przez zwykłą pazerność i ludzką nieodpowiedzialność.
W bezpośredniej bliskości bagien, na pola uprawne, na moreny za kilka dni znowu wjadą koparki, spychacze, ładowarki, kilkudziesięciotonowe ciężarówki – człowiek będzie kontynuował swą mozolną destrukcyjną pracę; będzie  niszczył dom żurawi aby wykopać żwir i humus.
W ubiegłych latach do torfowisk wylewano tylko zawartość szambowozów – przyroda jakoś przetrwała. Jednak likwidacja niecodziennego krajobrazu, osuszenie i zasypanie bagna nie stworzy już nigdy  przyjaznych warunków życia dla ginących gatunków ptaków. A wszystko wcale nie po to, żeby wyżywić głodujących... Nieopodal, w tej samej wiosce jest gigantyczny liczący setki hektarów nieużytków śmietnik: gruzu i padliny, wylewisko ścieków – wszystko pod „czujnym” okiem władz „samorządowych” i organizacji ekologicznych.
Na morenach zrobiono już odwierty geologiczne z przymiarką do kolejnych żwirowisk, a istniejące wykopy powiększa się ponad dozwolony areał, nie bacząc że jest też tutaj również opuszczony stary cmentarz. Przy okazji warto przypomnieć, że mimo deklaracji nikt o ten zabytek nie dba.
A tak naprawdę czy otaczająca nas przyroda i miejsca pamięci nie obchodzą  już nikogo? Zastąpimy je sobie plastikowym światem bocianów, kaczek, krasnoludków, betonu - o  historii zapomnimy, a odgłosów natury będziemy słuchali jedynie z płyt?
Czy w takim świecie chcemy żyć, czy będziemy szczęśliwsi?

Gierłatowo, 15 marca 2005r.

Joanna Nowakowska