Polska wigilia Zmory z Kuwejtu

Niezbadane są wyroki boskie...
Przypadku, który Wam opiszę, zdaje się nawet sam Mahomet nie przewidział. Pewnego pięknego dnia (tak musi się zaczynać każda ładna historyjka) zadzwonił w naszym zwierzęcym hoteliku telefon. Byliśmy trochę zszokowani, gdyż jakaś pani telefonowała aż ze stolicy!
- To jesteśmy znani nawet w Warszawie - zdziwiła się Asia, nasza 13-letnia córa - współwłaścicielka, a właściwie w 1/3 właścicielka hoteliku.
- Nie tylko w Warszawie, ale nawet w słynnym z nafty i wojen Kuwejcie - odparłem z dumą.
Pani, okazała się bowiem klientką pragnącą umieścić w naszym hotelu suczkę, którą tego lata przywiozła samolotem z egzotycznego i dalekiego Kuwejtu, dokąd znów na pewien czas musi powrócić. Myśleliśmy, że to kawał - zdążyliśmy już przyzwyczaić się do tego, że wieczorami, kiedy rodacy są „na luzie”, robią nam od czasu do czasu jakieś telefoniczne dowcipy: a to ktoś chce umieścić swego psa czy kota w hotelu po godz.22.00, a to młoda dama koniecznie chciała zarezerwować sobie miejsce w przypadku, kiedy mąż przestanie się nią interesować. Zdecydowanie zamiast "whiskasu" na wszelki wypadek życzyła sobie whisky. Cóż, w polskich realiach hotel dla zwierząt wywołuje jeszcze różne reakcje, ale my też mamy poczucie humoru.
Naszej "kuwejckiej" klientce nie o kawał jednak chodziło. Telefonowała jeszcze kilka razy i w końcu umówiła się z nami, że jej znajomy we wrześniu przywiezie suczkę na pobyt u nas.
Nie zawsze trzeba doszukiwać się czegoś głębszego w nazwaniu psa, ale nasza pensjonariuszka wabi się Zmora i być może coś tam z lekka przydusiła na jawie lub we śnie. Okazała się sympatyczną, łaciatą, biało-brązową wielorasową psicą wielkości owczarka niemieckiego. Wiek jej oceniono na 4 lata, ale dokład­nej daty urodzenia nikt nie znał, gdyż w Kuwejcie była początkowo psem dzikim.
Kuwejt to arabski kraj azjatycki nad Zatoką Perską, gdzie tylko charty arabskie służące kiedyś wędrownym plemionom nomadów do polowania, są psią arystokracją. Inne psy to zwierzęta nieczyste nie mające wstępu do ludzkich domostw. Stało się tak, bo jak głosi podanie islamskie, pewnego razu dziki pies ugryzł proroka Mahometa w piętę. Od tego czasu nie uchodzi wśród Arabów przyjmowanie pod dach zwierzęcia nie­czystego. Jeśli ktoś ulituje się nad takim psem, robi to tylko pokątnie, by nie widzieli tego sąsiedzi.
Biedna wałęsająca się suka nocowała poza miastem z dala od ludzkich osiedli i musiała sobie radzić sama zdobywając pożywienie. Do dziś zostało jej wielkie zainteresowanie ptaszkami, gryzoniami a nawet... muchami. Sprawia wtedy wrażenie, że jest psem, który bardzo marzy o tym, żeby wyrosły mu skrzydła. Ileż musiała wycierpieć głodu! Na pewno też strzelano do niej, bo panicznie boi się strzału.
W kraju swego urodzenia miała szczenięta, które podobno dobrzy ludzie, chyba tylko Europejczycy pracujący na kontrakcie, przygarnęli po kryjomu.
Co sprawiło, że przychodziła pod siedziby ludzkie pokonując strach i nieufność do ludzi ? Być może głód i troska o wychowanie malców, albo stara jak świat tęsknota do zapomnianej przyjaźni z człowiekiem.
Do dziś desperacko broni swego terytorium, którym został przydzielony jej przez nas kojec. Wspaniale bawi się z innymi psami na wybiegu, ale biada temu, który popróbuje pomyszkować w jej kojcu! Rzuca się na wścibskiego jak lwica i niejednego współkolonistę nauczyła respektu dla swego mieszkania! Jak bardzo bała się utracić nareszcie zdobyty stały dom świadczy fakt, że przez pierwsze dni nie chciała w ogóle wychodzić na spacer. Dziw nad dziwy, żeby pies przez ponad 20 godzin nie wychodząc z kojca nie nabrudził. Zmora ma dość gęstą, średniej długości sierść, lecz baliśmy się czy bez problemów zaadaptuje się w naszych warunkach klimatycznych. Dla niej przecież "chlebem powszednim" były temperatury do +50° C w cieniu, a u nas -20° C!. To dla niej prawie szok termiczny. Jakież było jej zdziwienie, kiedy spadł śnieg. Był to przecież w jej życiu pierwszy śnieg, więc zapewne żeby go lepiej poznać, wyturlała się w nim. Bożonarodzeniowe Święta, które obchodziła w nowej ojczyźnie, są również jej pierwszymi przeżytymi wspólnie z ludźmi. W Noc Wigilijną pogadaliśmy sobie z nią przy tradycyjnym opłatku i prezencie – cukierku, bo to nasz coroczny zwyczaj. Tego, co nam opowiedziała nie powtórzę, gdyż musiałbym się spalić ze wstydu za niektórych ludzi.
Wyszeptała nam też o ludziach wielkiego serca, którzy przygarniają bezdomne zwierzęta dając im miłość i dom. Zmora bardzo lubi kopać i niewykluczone, że na naszej działce dokopie się ropy. Dobrze byłoby zostać polskim szejkiem naftowym z wielką sforą psów w nowobogackim pałacu.

Bogdan Nowakowski

Gierłatowo, 2 stycznia 1996r.